Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2018

Francuskie "góry mylne"

Obraz
Niekończące się pasma szczytów, rozpływające się w dali w niebieskiej mgle. Góry aż za horyzont. 
Każde kolejne zdobywanie grani okazywało się tylko preludium do dalszej drogi.  Góry mylne - bo mamiły nas perspektywą szybszego dotarcia na szczyty. A ponieważ nasza mapa odpłynęła wartkim strumieniem górskim jeszcze przed zdobyciem trzytysięcznika dalszy ciąg naszych alpejskich wędrówek był zupełnie spontaniczny i instynktowny. 
Kiedy już zdobyłyśmy upragnioną grań ukazały się kolejne górskie pasma. A za nimi kolejne, i jeszcze następne... W dole iglaste lasy i miejscowości innej spośród narciarskich Trzech Dolin. Nowe dla nas perspektywy, odkrycia przestrzenne.
Grań chwilami przypominała tatrzański szlak między Kopą Kondracką a Kasprowym, chwilami było zupełnie jak na bieszczadzkich połoninach.
Niezmiennie pusto, słonecznie i bajkowo jesiennie.
Zapraszam w fotograficzną drogę:


Rzeki owiec i dzikie świnie

Obraz
Naszym sobotnim celem były góry srebrne, które podziwiałyśmy pierwszego dnia z Le Cochet.
Zaatakowałyśmy dwa szczyty. Za pierwszym razem wylądowałyśmy na słonecznym wylegiwaniu się w trawie, bo dalszą drogę przecięło nam głębokie urwisko. Na stadko owiec pod szczytem patrzyłyśmy więc z oddali. Drugi raz wpakowałyśmy się w taką stromiznę, że pozostało tylko zawrócić. Potężna biała skała którą widziałyśmy już z dołu z wyższej perspektywy robiła piorunujące wrażenie.

Mapa odpłynęła górskim strumieniem już dwa dni temu... Było więc bez osiągnięcia celów, ale ciekawie. Dzień bardziej na luzie. Słońce i złota jesień dopisywały w pełni.

Val Thorens i Col de Rosael - nasze alpejskie 3000 m n.p.m.!

Obraz
To było marzenie tej wycieczki. Cel, na którym nam zależało. Zdobyć te symboliczne trzy tysiące metrów nad poziomem morza...
Mapki z informacji turystycznej od Basi i Nica nie uwzględniały naszych zamierzeń. ;) Żaden zaznaczony pieszy szlak w okolicach Saint Martin de Belleville nie prowadził powyżej 2800 m n.p.m. Pozostawało nam więc dostać się jak najwyżej zgodnie ze szlakiem - i spróbować wejść.. jeszcze wyżej. ;) 

Le Cochet

Obraz
Uliczne latarnie gasły o północy. Saint Martin de Belleville zatapiało się w ciemnościach. Na niebie na dobre rozgaszczały się gwiazdy. Nocną ciszę rozpraszały dźwięki owczych dzwoneczków z okolicznych wzgórz.
Środek października i najpełniejszy czas złotej jesieni. Pełen słońca i odpoczynku tydzień we francuskich Alpach.
Cudowny przedsezonowy czas. Klimatyczne miejscowości o spójnej zabudowie zupełnie puste. Cicho i głucho. Bardzo lokalnie. Mogłyśmy sobie tylko wyobrażać, co się tutaj dzieje zimą, gdy jesiennie leniwe Saint Martin de Belleville zmienia się w królestwo narciarzy...
W ciągu tygodnia w październiku piesze ścieżki w Alpach zupełnie puste.


Pierwszego dnia ruszyłyśmy zdobyć Le Cochet. Ten zwalisty szczyt górujący nad Saint Martin de Belleville to był cel Gosi. Góra, którą widziała rok temu co dzień przez okno i już od jakiegoś czasu chciała ją zdobyć. 
Nie znałyśmy jeszcze imienia naszego celu ;) gdy w Saint Marcel dopytywałyśmy miejscowych, jak dostać się na "tamtą d…