wtorek, 9 maja 2017

Kobiety na Kostrzę!

Skoro na całą sobotę można wybrać się na męską wyprawę w dzicz... To czemu by nie wyruszyć na kobiecą wędrówkę po szlakach? - I tak zrodził się pomysł na sobotni babski wypad w góry. ;)


pranie i góral pod balkonem (?...) z babskiego wypadu w góry ;)

pranie, domek nad piaskownicą i mlecze!


Organizacja na szybko, w pośpiechu i trochę po łebkach. Z doskoku, spontanicznie.
Jak zwykle - trochę na ostatnią chwilę.







Było przepięknie!



Prosto z Jodłownika ruszyłyśmy na Kostrzę.

Wiosenna zieleń aż biła po oczach.




Nasz szlak wiódł przez senne wioski i bukowe lasy. Przez widokowe polany pełne mleczy i przez rozszczekane podwórka z rozjuszonymi kundelkami.

Nas śledziło stadko gęsi, a my śledziłyśmy owce na wolnym wybiegu.


Było słońce, błoto i miłe zmęczenie.

Nad jeziorkiem był tajemniczy, kolorowy ptak, a za opustoszałym domostwem owca o czarnej mordce łypiąca na nas groźnym wzrokiem (a może to był baran - tylko bez rogów?).


czosnek niedźwiedzi, proszę państwa!

spotkania z leśną zwierzyną...



Gęsiareczka Gosia? ;)

niespodziewani goście na szlaku

o, odwrócił się! o, jak pozuje!

...w tym momencie zrobiłyśmy w tył-zwrot! ;)

...i jeszcze inne leśne, dzikie zwierzęta spotykane na szlaku ;)



podróżnicze przysmaki w drodze: ciastka z Włoch, podróbka twixa z Austrii i baton musli znad węgierskiego Balatonu ;)
 




Był deszcz sfruwających kwiatowych płatków z drzew, i deszcz prawdziwie rzęsiście majowy.

Już przy samym zejściu do Tymbarku rozpadało się porządnie. Po prostu: lało jak z cebra. A z pobliskiej kapliczki niósł się dźwięk dzwonu na burzę.
 
Schroniłyśmy się pod blaszanym dachem przystanku i próbowałyśmy łapać stopa. Zaraz przyjechał jednak spóźniony Telesfor i zawiózł nas do zielonego domku Gosi w Jodłowniku - jak zawsze gościnnego, pełnego przysmaków i dobrych chwil. :)



Z kolei wracać do Krakowa chciałyśmy właśnie Telesforem, ale zamiast busa zatrzymał się samochód ze starszym panem jadącym prosto na Wielicką. Autostop to zawsze wspaniała sprawa... Nasz kierowca opowiadał nam o genezie nazwy miejscowości Wilkowice, szlacheckich rodach zamieszkujących mijane ziemie, drewnianych kościółkach płonących w dawnych wiekach... Tymi opowieściami o historii okolicy i z widokiem kwitnących sadów zakończyłyśmy nasz babski wypad w góry. :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz