poniedziałek, 15 lutego 2016

"W Porto piliśmy dużo porto."

październik 2015


tu niewątpliwie było pranie

A tu pranie jest. Choć dość specyficzne...


widok na rzekę Douro z Mostu Ponte Dom Luís I

Riberira




Prosto z brązowego notesu podróżnika:

30.10.2015
...wiele Porto wypiliśmy w porto... Lśniły uliczki Ribeiry, mokre od deszczu, odbijały światła latarni. Wąskie, kręte, pnące się w górę. Spływały po nich całe strumienie, wartko, po nieregularnych kamieniach. Labirynty całe, tajemne przejścia, zaklęte zaułki. Pranie schowane przed deszczem pod foliową płachtą. 

W byłym więzieniu - muzeum fotografii, m.in. zdjęcia z opuszczonych budynków: Madrit OFF. 

Dobre, portugalskie zupy i kremy warzywne. I Bardzo Miejscowa Knajpa, z rodzinną imprezą, serialem ponoć zabawnym - na ścianie nad niebieskim azulejos. Z babcią jedzącą biały ser z dżemem (moja babcia miała zwyczaj ser biały jeść z cukrem). Knajpka z przerażająco morskim menu, które tłumaczyliśmy nad naszym anonimowym porto. Dzień później, po wizycie w piwnicy Offley, byliśmy już w kwestii porto ekspertami. Jednak Porto Tawny lepsze od Porto Ruby, a porto białe okazało się być bardzo ciekawe.

Ostatni wieczór w Porto z iście azorskim wiatrem, z białą czekoladą, marchewkowym sokiem i widokiem na miasto. Na niebie wieczornym ptaki rozrzucone, jak papierowe, płaskie cienie. Psychodeliczne ich loty. A z mostu arcyciekawego-dwupoziomowego ludzie nad wodą Douro jak mrówki. Świetna sprawa - tak patrzeć z góry...






























2 komentarze:

  1. niech brązowy notesik zapełnia się bez końca.
    czytać, oglądać, przeżywać Twoje wspomnienia - moja dusza się raduje

    OdpowiedzUsuń