sobota, 22 sierpnia 2015

Kioski świata

4 czerwca 2015

Podczas naszej "chorwackiej czerwcówki" przejazdem (nadgorliwym) zahaczyliśmy też o Bośnię i Hercegowinę. No i pranie jest, proszę bardzo:

nawet z flagą w tle!


Cóż w tej Bośni i Hercegowinie zdążyliśmy jeszcze zrobić, poza powyższą fotografią prania?



Zjedliśmy (dla mych towarzyczy podróży - pierwszego w życiu) bałkańskiego burka! Aach, dla smaku prawdziwego burka warto choć na chwilę znaleźć się na Bałkanach...

co prawda nie w BUREK KING (sic!),
a w przydrożnej piekarni...
aaale, był to wyborny burek!


W spiekocie upalnego dnia przyjrzeliśmy się tajemniczym posągom na wzgórzu...


później okazało się, że jest to pomnik ofiar faszyzmu


Zobaczyliśmy domy-flagi...




Zachwycaliśmy się niespodziewanym widokami wzdłuż naszej drogi... Soczystą zielenią, rzekami wijącymi się wśród pęków drzew, domkami jak zapałki, zapierającą dech przestrzenią...

najpiękniej!





Dumaliśmy nad historią przygranicznych, umierających kiosków...

Dlaczego kioski powstały, a teraz nie działają?
Zarówno w Bośni...

...jak i w rodzinnym mym mieście?

wymarłe kioski na mym osiedlu...

...czekają na Nowe Życie



Ach, no i oczywiście: kupiliśmy pierwszy w kolekcji mojego Taty ołówek z Bośni i Hercegowiny! (To może wyjaśniać, skąd moja pasja robienia zdjęć praniu w każdym odwiedzonym państwie...)


Jak widać - krótka, ale intensywna była ta nasza bośniacka przejazdówka. Zdecydowanie nabraliśmy apetytu na więcej, więcej, więcej...


A jak na razie - więcej zdjęć z Bośni i Hercegowiny: tutaj.




1 komentarz: