sobota, 22 sierpnia 2015

Chorwackie westchnienia




Bo zanim jeszcze zdobyliśmy najwyższy szczyt w Polsce... Osiągnęliśmy chorwackie 1830 m n.p.m. To był czerwiec, była wiosna (choć tam już jak lato), były zachwyty, namiot rozbijany na dziko, kuskus na tysiąc sposobów, pierwsze wiśnie na opuszczonym kempingu... i wszelkie podróżnicze radosne troski, które cudownie odrywają od codzienności. 

I było też chorwackie pranie, rzecz jasna.



Kioski świata

4 czerwca 2015

Podczas naszej "chorwackiej czerwcówki" przejazdem (nadgorliwym) zahaczyliśmy też o Bośnię i Hercegowinę. No i pranie jest, proszę bardzo:

nawet z flagą w tle!


Cóż w tej Bośni i Hercegowinie zdążyliśmy jeszcze zrobić, poza powyższą fotografią prania?

niedziela, 9 sierpnia 2015

piątek, 7 sierpnia 2015

Co w Kostrzynie nad Odrą poza woodstockiem?

27.07-2.08.2015


poza, rzecz jasna, praniem
w Kostrzynie są i balkonowe parasole





Ten Przystanek Woodstock był dla mnie zupełnie inny od wcześniejszych. Woodstockowe atrakcje do obejrzenia z innej zupełnie strony, z nowego punktu widzenia, szerszej perspektywy, a nawet - poszerzanej (cudzej) świadomości... ;) Teraz najwyborniej smakowała chłodna kawa rozpuszczalna z dużą ilością mleka, z plastikowego kubka, z widokiem na bok dużej sceny i pędzących do swoich spraw VIPów. Najpyszniejsze były truskawkowe lody w białej czekoladzie z polowego Lidla, gdzie pozytywnie nastawieni, rozbujani kasjerzy życzyli miłego dnia. Zachwyty medycznymi doświadczeniami i działaniem, a już nie tak bardzo kurzącym się "woodstockowym klimatem". Chyba jednak z pewnych rzeczy się wyrasta...






Oj, choć dobrze, gdyby zintensyfikowana na Przystanku Woodstock otwartość była czymś zwyczajnym i powszechnym na co dzień. 


Będąc już piąty raz w Kostrzynie nad Odrą nareszcie udało mi się zobaczyć coś więcej niż woodstockowe pole, dworzec, kościół, chiński market i migawki z miasta. Niedzielnym popołudniem odkryłam "Kostrzyńskie Pompeje"...