piątek, 5 września 2014

Żyjąc w zachwycie tym wstrząsającym...

- parafrazując Stachurę.




Czyli tydzień wśród najpiękniejszych fiordów Norwegii!


25-31 sierpnia 2014


Znalezienie norweskiego prania to prawdziwe wyzwanie...

przyczajone pranie

...czasem więc pozostaje rozwiesić je samemu ;)

w Voss

Norwegia, choć straszy cenami, myślę, że jest doskonałym krajem na niskobudżetowy trekking z plecakiem, namiotem i palnikiem. (Pomysły na tanią norweską wyżerkę tutaj). Czystą wodę do gotowania nie trudno znaleźć, podobnie jak i liczne darmowe, doskonale wyposażone toalety. ;) Norwegia to prawdziwy raj dla człowieka żyjącego pod namiotem... Oczywiście dzięki Allemansrätten. Jest to skandynawskie prawo dostępu do korzystania z natury. Namiot więc można rozbić w każdym miejscu oddalonym od zabudowań o co najmniej 150 m.

nocleg w namiocie...
...z takimi widokami wieczorem...

...a takimi rano


toalety wszechdostępne

Korzystając więc z tych norweskich wygód napawaliśmy się widokiem skalistych gór wyrastających wprost z morza, jeździliśmy stopem pomiędzy fiordami i promem po fiordach, weszliśmy pod wodospad (jak w Estonii i jak Muminek z Włóczykijem w poszukiwaniu ametystów) i wdrapaliśmy się na Język Trolla. Spaliśmy nad jeziorem i nad morzem, obok elektrowni wodnej i domu kultury, w lesie i w górach. Pogoda sprzyjała nam wyjątkowo - w zazwyczaj deszczowym rejonie radośnie świeciło dla nas słońce. Przepiękny, norweski tydzień...

pod wodospadem w Northeimsund

Northeimsund

w drodze na Język Trolla...









Trolltunga!






elektrownia wodna w Tyssedal

Tyssedal

Jadąc w stronę Trolltunga wybraliśmy drogę krótszą na mapie (przez Northeimsund) - którą jak się okazało do Tyssedal nikt nie jeździł. W efekcie łapaliśmy autostop dość długo, po parę kilometrów do przodu. Ale widoki Hardangerfjord wynagradzały nawet długie czekanie...




Wszyscy nasi podwoziciele świetnie mówili po angielsku, a niektórzy nawet po polsku ;). Mieszkańców Norwegii zapamiętamy jako życzliwych i pomocnych ludzi, a ich kraj jako bardzo czysty i zadbany. Tak po prostu wygodny do życia... Co ciekawe zatrzymywało się na nasze autostopowe kartki wiele kobiet, także starszych, jak i matek z dziećmi - co niespotykane i wyjątkowe wobec moich wcześniejszych autostopowych doświadczeń... ;)

okolice Kinsarviku

aż dziw, że w Norwegii taki nieład się wkradł ;)


Wracaliśmy w stronę Bergen drogą dłuższą, ale częściej uczęszczaną na dalsze odległości, przemierzając fiord promem z Kinsarviku do Kvanndal. Prosto z promu przesiedliśmy się do... kabrioletu. Poza wcześniejszą przejażdżką autem na prąd (!) był to jeden z ciekawszych środków naszego norweskiego transportu. ;) 



W znanym ze sportów ekstremalnych Voss zobaczyliśmy trolla w całej okazałości (a nie tylko jego język ;) ) i nalot paralotniarzy... 

Voss





a poranki takie błogie...

I ruszyliśmy do Bergen...



Norwegia, ach, Norwegia!...
Więcej jej na zdjęciach moich i Bartka.

tak mniej więcej biegła nasza norweska autostopowa trasa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz