wtorek, 23 grudnia 2014

Górskie marzenia na przyszły rok?...

"Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami – rozmyślał Ryjek. – Widzi się je, 
jak pędzą w nieznane, i nagle nabiera się strasznej ochoty, 
żeby samemu też się znaleźć gdzie indziej, 
żeby pobiec za nimi i zobaczyć, gdzie się kończą..." 
z: T. Jansson Kometa nad Doliną Muminków



Pranie w Himalajach podobno suszy się tak:




Ola z Bałkanów według Rudej zainspirowała do zastanowienia się nad górskimi marzeniami... Efekt w limerykach wyszedł taki:


Gdyby tak móc dotrzeć do Pokhara…
Marzenie to już nie senna mara,
by wokół Annapurny tak sobie wędrować,
zadzierając głowę Himalaje lustrować…
Czy to jednak jest realna miara?


W sercu nieznanej mi Rumunii
(z dowodem wjazd, bo jest już w unii)
Góry Fogaraskie piętrzą swe szczyty.
Zdobyć Moldoveanu – celem mej wizyty,
by doszło do pięknej, górskiej komunii.


Powrót platzkartą tam, gdzie ukraińskie Kvasy
otwierają swe wrota, by jako brudasy
włóczyć się po błogich połoninach,
w namiocie spać, nie wybrzydzać w winach…
Zachwytów moc, a bez wydania grubej kasy.


Jakże wielka była dziś moja poranna radość, gdy zobaczyłam tę wiadomość!

Jak widać: warto pisać limeryki! ;) 


A właściwie... to dlaczego limeryki?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Szkocka whisky i poznańskie koziołki

29.11 - 3.12.2014

Czyli kolejna (po Szwajcarii), późnojesienna "ucieczka do ciepłych krajów"... ;)

Oto i pranie prosto ze szkockiej stolicy:



I wspomnieniowe limeryki z pociągowego powrotu z Poznania:

Stojąc na stacji w pociągu w Rawiczu
w szkockich wspomnieniach nie odnajdziesz kiczu.
Na pustej gałęzi siedziała wrona
Edynburgiem ze wzgórza zachwycona.
(A nam trudno znaleźć rym do -iczu).

wrona (chyba?) i Edynburg (na pewno)


Stojąc na stacji w pociągu w Żmigrodzie
nie marzniemy już w poznańskim chłodzie.
Kaczka smaki czuje dziobem,
Edynburg zachwyca zamkowym grodem.
Po warzywach i kruszonce nie wiemy nic o głodzie.

ot, i zamek w Edynburgu


niedziela, 21 grudnia 2014

"Gdy świerszczy pełna Niemcowa..."

... czyli wspomnienia z sierpniowego Beskidu Sądeckiego z plecakami i namiotem.
Sprzed roku.
dokładnie to 21-25 sierpnia 2013 r.

Niestety, swojej fotografii prania z tamtej górskiej wędrówki nie mam.

Chyba, że wyobrazimy sobie, że tu, nieopodal Chatki pod Niemcową, na idealnie do tego stworzonym ogrodzeniu - wisi pranie: 

Kiedyś przecież napewno musiało tu wisieć pranie.
No albo kiedyś z pewnością zawiśnie.


Można też wpisać "beskid sądecki pranie" w google i w ten sposób znaleźć zdjęcia prania... z rumuńskich Gór Fogaraskich. Stąd dokładnie. Wspaniała inspiracja.




Wracając jednak z Rumunii w polski Beskid Sądecki...

tu, drugiego dnia, idąc z Jaworek na Przełęcz Obidza (Obidze?..)


Prosto z wiosennego grudnia - opowieść mglista i sierpniowa... Płodna w twórcze limeryki, zdjęciami z GoPro płynąca. Zapraszam.

piątek, 28 listopada 2014

W szwajcarskim słońcu nad Renem...

21 - 23 listopada 2014

...czyli listopadowy weekend w Bazylei.

takie trochę jakby pranie szwajcarskie (to w oknie)

i nie-pranie, ale psychodela

i wspomniany Ren

W listopadzie do Bazylei - miasta na trójstyku granic (szwajcarskiej, francuskiej i niemieckiej) - trafia się kupując wiosną tani bilet lotniczy. Dzieję się to trochę przypadkiem i trochę bez głębokich nad tym przemyśleń. I potem nagle przychodzi ten tak odległy listopad razem z obawami o mrozy i wszelkie trudy tego późnojesiennego czasu... I wylatuje się nad krakowskie kłęby chmur i smogu - i okazuje się, że nad tym szarym kłębowiskiem wciąż istnieje słońce!

A potem ląduje się na pięknie słonecznej francuskiej ziemi, łapie się szwajcarskiego stopa (!) i włóczy się po bajkowych uliczkach urokliwej Bazylei...

za dnia

jak i w nocy


a tu w ratuszu

sobota, 15 listopada 2014

[krótka wstawka kulinarna] prawdziwa polska CZURCZCHELA! czyli gruzińskie smaki z Albigowej ;)

myśląc o lipcu, 
działając w październiku 2014 r.

Ponieważ pranie być musi - no to październikowe krakowskie, proszę:

pranie okołodworcowe

i wiatraczek - bo taki ładny

Będąc w Gruzji oczywiście próbowałyśmy ichniejszych sławnych gruzińskich snikersów, czyli czurczcheli. To orzechy zatopione w winogronowym syropie. Smak... hmm, jedyny w swoim rodzaju ;). Bardzo chciałyśmy przywieźć je do Polski jako pamiątki-ciekawostki dla  rodziny i znajomych, niestety nie udało już nam się ich nabyć tuż przed powrotem.

na targu w Kutaisi

Dlatego też...

Jagoda stworzyła polskie odpowiedniki gruzińskich czurczcheli! Bazując na tym przepisie (autorstwa poznanego jesienią w Gorczańskiej Chacie chatkowego :) ), wykorzystując swą kreatywność i rodzime, albigowskie dobra... Powstały takie oto cuda:




Prawdziwe włoskie orzechy, prawdziwy syrop winogronowy, a przede wszystkim: prawdziwy cukierniczy talent! ;) Smak - wspaniaaaały... Miałyśmy okazję ich kosztować podczas błogiego podkarpackiego wypadu. Według mnie te albigowskie czurczchelle wypadają nawet lepiej od tych gruzińskich... ;)

okolice Kazbegi

okolice Albigowej

i Jagoda ;)

czwartek, 30 października 2014

Włócząc się po jesiennych polach...

28 - 30 października 2014 r.

Korzystając z najcudowniejszej, iście gruzińskiej ;), jagodowej gościnności w cichej i urokliwej Albigowej cieszyłyśmy się październikowym słońcem i czystym powietrzem Podkarpacia...







Tu asfalt się kończy
A zaczyna blues...
;)



środa, 22 października 2014

"jadę do babci na wieś"

nie mam swojego prania ze wsi;
ale pranie (na)drzewne Basi (dzięki Basia!)
myślę, że dobrze wpisuje się w klimat



Jak bardzo uboższe dzieciństwo mają mieszczuchy bez wakacji "u babci na wsi'"...

 

sobota, 11 października 2014

Na rynku Pan Kataryniarz, a w Łazienkach wiewiórki

9 - 11 października 2014

Czasem bywa i tak, że podróże same znajdują swoich podróżników... W taki właśnie sposób po zimowej Pradze przyszedł czas na jesienną eksplorację innych części Warszawy. Tym razem w zacnym pielęgniarskim gronie. ;)

co prawda to firanka, a nie pranie... ale ile w niej uroku!

i warszawskie pranie z prawdziwego zdarzenia

a nawet takie prosto z rynku!


sobotnie przedpołudnie w Łazienkach

środa, 24 września 2014

Buda i Peszt w podrygach jesieni

22-24 września 2014

Miało być tak i owak, a wyszedł nam autostop do Budapesztu. Perfekcyjnie uciekłyśmy od polskiej pluchy i chłodu w początek najpiękniej słonecznej węgierskiej jesieni.

węgierskie bloki, węgierskie pranie

pranie bardziej ubogie,
 ale ciekawsze kompozycyjnie















































wtorek, 16 września 2014

Barany pod Baranią Górą, czyli do czego może przydać się czekolada i pasta do zębów...

6-7 września 2014

A mieliśmy sobotnim, wrześniowym porankiem ruszyć prosto w Tatry... Skrupulatnie sprawdzane prognozy burzowej pogody nas jednak zniechęciły i tym sposobem prezentuję tutaj fotografie prania z Pietraszonki i Węgierskiej Górki:



I rzeczywiście: w drodze na Baranią Górę szło na burzę, szło na deszcz...


poniedziałek, 15 września 2014

Nad Bergen zbierają się chmury...

29-30 sierpnia 2014

Co nie jest tam rzadkim zjawiskiem. Morze granatowieje, a wiatr pachnie wyczekiwaniem. 


I już po chwili  rozkwitają parasole, mokną drewniane uliczki Bryggen.

Nic więc dziwnego, że o pranie prosto z Bergen trudno... ;) Pozostaje więc zaprezentować pranie z norweskiego Voss:


W Voss, po dłuuugim wyczekiwaniu, zatrzymała się dla nas przemiła pani, typowo po norwesku ceniąca bliski kontakt z dziką naturą, szczęśliwie dla nas jadąca prosto do Bergen.

Namiot rozbiliśmy w lesie na górze Fløyen, nieopodal farmy trolli i platformy widokowej. Wieczorem więc do nasycenia oczu można było wpatrywać się w miasto malowane światłem na wodzie...