wtorek, 28 listopada 2017

Dlaczego warto wybrać się w drogę?

Zakochałam się w rowerowych podróżach.


Potem tliła się w głowie myśl o dłuższej rowerowej drodze.
Do realizacji doszło w czerwcu 2017. 

A dlaczego pojechaliśmy akurat w czerwcu?
Bo to najdłuższe dni w roku. Te dni, w które zwykle czekało się na szkolnym boisku na upragnione wakacje. Te dni, w sesyjnej gorączce, w które trzeba było przyswoić wiedzę z wykładów z całego roku... 

My w tym roku w czerwcu ruszyliśmy w drogę! ;)



no i pranie z rowerowej podróży ;)

Dlaczego warto wybrać się w drogę?

Impresje spod rosyjskiej granicy

granica...


i tematycznie - obuwnicze pranie zza siatki ;)


Rowerowy Szlak Green Velo wiedzie wzdłuż granic Polski. I to tych najciekawszych. Wschodnich. Granic z państwami, do których nie ma tak łatwego dostępu jak do krajów Unii Europejskiej. Ukraina, Białoruś, Rosja. 

Już pierwszego dnia naszej rowerowej tułaczki doświadczyliśmy bliskości zamkniętej granicy. 

Kawałek za Przemyślem, Budzyń. Jeden z pierwszych Miejsc Obsługi Rowerzystów na naszej drodze. Jakieś 1,5 km do granicy z Ukrainą. Rozpaliliśmy ogień na palniku kuchenki turystycznej, rozłożyliśmy nasz prowiant. Przekąsiliśmy co nieco. Błogi odpoczynek. Cisza, spokój, wokół lasy i jakieś domki. Przychodzą przyjaźnie nastawione kundelki, szare koty. Proszą o głaskanie.

Pojawili się też panowie ze straży granicznej na motorach, zapytali co tutaj robimy. Jeden zaśmiał się, że wyglądamy przecież całkiem podobnie do rowerzystów na zdjęciach przy mapie Green Velo na MORze. No tak, jesteśmyprzecież tylko zwykłymi rowerzystami jadącymi szlakiem Green Velo. Pożegnali się i odjechali.






Nie spieszyło nam się specjalnie. Powoli jednak zaczęliśmy się zbierać, gdy panowie na motorach pojawili się po raz kolejny. Mili strażnicy graniczni powiedzieli, że jednak muszą nas spisać. Ludzie z okolicznych domów dzwonią, że tu siedzimy, a szef pyta, kim jesteśmy. Podaliśmy im nasze dowody osobiste i stwierdziliśmy, że okolice granicy z Ukrainą to chyba nie jest najlepsze miejsce na rozbijanie namiotu zupełnie "na dziko"... Tym sposobem na nocleg wylądowaliśmy w Budomierzu, rozbijając namiot na podwórku za kościołem u pana, który właśnie wybierał się po piwo na Ukrainę... ;) 


O ile Ukraina i Białoruś pomimo zamkniętych granic nie są dla nas specjalnie sekretne, bo te zamknięte granice już przekroczyliśmy ;), tak rosyjski obwód kaliningradzki owiany jest intrygującą tajemnicą...

Zdjęcia, których nie ma

Z rowerowej podróży mam takie kadry, których nie nadążyłam łapać obiektywem (wąskim – do niepełnej klatki wzięłam najlżejszy obiektyw: 50 mm. Te złapane kadry więc są dość... bliskie).

To będzie więc wyjątkowy wpis - bez zdjęć.
Tekst o zdjęciach, których nie ma.

Dotykanie cudzej codzienności. Historie jakby podszyte stasiukową narracją. I to poczucie wolności, doświadczania życia...


No to obrazki.

Najpierw Przemyśl. Najchętniej zsiadłabym z roweru i robiła zdjęcia. Przed dworcem panowie taksówkarze. Swojscy i mający obfitość czasu. Przywodzący na myśli tych gruzińskich mężczyzn, którzy cały dzień mogą spędzić na obradach o losach świata. Szczególnie w tak ciepłe dni, kiedy tym bardziej nie ma się gdzie spieszyć. Jeden pan taksówkarz spod przemyskiego dworca stał przy swoim TAXI i moczył herbacianą torebkę we wrzątku w plastikowym kubku. I ten taksówkarz, i ta okolica dworca PKP w Przemyślu, i ta torebka herbaty w tym plastikowym kubku, i ta para unosząca się znad wrzątku w tym porannie późnowiosennym słońcu - powstał kadr doskonały.

A przemyscy taksówkarze mówili, że Green Velo nie istnieje.


Sobota. W Przemyślu ludzie leniwie spieszą się na targ. Radzą, którędy przedostać się przez rzekę. Migają obrazki warte uwiecznienia. W bloku każdy balkon okwiecony. Ograniczony metalową barierką i przyozdobiony na swój niepowtarzalny sposób. Na najwyższym piętrze parasol i pełen relaks dwóch pań w słoneczną, czerwcową sobotę.


Czas na zdjęcie prania, którego nie ma:
Za Przemyślem szlak prowadzi przez zielony, wiszący most nad rzeką. Kawałek dalej w totalnym pustkowiu przejętym przez zarośla i pola, bez sensownej drogi dojazdowej stoi parę chałupek. Pobieżnie wyglądało to na obóz cygański. Ludzie siedzieli na ławkach, schodkach, ktoś zagadywał, przyglądał nam się z zaciekawieniem, malownicze pranie powiewało na wietrze, a my przejeżdżaliśmy rowerami jakby przez środek ich podwórka...


Przed Horyńcem, upalne niedzielne przedpołudnie. Na podrdzewiałej beczce stała dziewczyna w intensywnie niebieskiej bluzce. Taki chaber. Na dole krowy pasące się na łące. Z beczki chyba lała się woda do wodopoju dla bydła. Idealny kadr... Te kolory, ten układ...


Goniądz. Niby bloki, a jakby wieś. Z któregoś okna krzyk: "Hania, do domu!". Śniada młodzież przy podupadającym budynku podpala papierosy. Miejscowi młodzi gniewni. Tacy pewni siebie i budzący postrach stoją na tle naderwanego plakatu "1% dla białostockiego hospicjum".


wtorek, 14 listopada 2017

Dymiący Wezuwiusz, starożytne Pompeje i chaotyczny Neapol

Dni robią się coraz krótsze, światu ubywa kolorów, a powietrze coraz bardziej nasyca się melancholią... Tradycyjnie w listopadzie polecieliśmy złapać trochę słońca przed zimą... :) Tym razem padło na Włochy. Bartek we Włoszech nie był nigdy, a ja tylko raz i tylko na chwilę - w Trieście przy granicy ze Słowenią. Celem naszego okołoweekendowego lotu był Neapol - który ponoć jest zupełnie inny od reszty włoskich miast... Trzeba więc jeszcze do Italii wrócić, i sprawdzić, czy rzeczywiście... reszta kraju nie tonie w śmieciach?!.. ;)


włoskie miasteczka to skarbnica prania do fotografowania.. ;)

pani opuszczała z balkonu różowe wiaderko na sznurku...

...pan na dole wpakował do niego zakupy - i wiaderko zostało wciągnięte na górę ;)


Na Wezuwiusz pieszo?


środa, 1 listopada 2017

Październik w górach




początek października, droga na Jaworzynę Krynicką

Dzień Nauczyciela i wędrówka na Mogielicę

w drodze na Ciemniak w imieniny Małgorzaty


Bez dwóch zdań - najpiękniejsza pora roku w górach to jesień. 

A październik to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc. 


Zapraszam więc na fotograficzną wycieczkę po górach w tym przepięknym czasie polskiej złotej jesieni... :)



Ale najpierw: obowiązkowa fotografia prania... z października sprzed dwóch lat ;)


to urocze pranie (część prezentu ślubnego) czekało właśnie na ten moment.. ;) dzięki!


środa, 4 października 2017

Na ukraińskie połoniny z bieszczadzkiej tęsknoty...

Podobno to najpopularniejsze marzenie bieszczadzkiego turysty przemierzającego polskie połoniny - móc przejść na tą mityczną ukraińską stronę...


skryte ukraińskie pranie


Takie marzenie było i moim udziałem, gdy w 2011 roku pierwszy raz w stylu backpackerskim ;) wędrowałam z Klaudią po bieszczadzkich szczytach. Pamiętam te westchnienia i tęskne spojrzenia z Tarnicy, Halicza i Rozsypańca hen, tam, w dal, na wschód... Marzenie stosunkowo szybko udało się zrealizować, bo już w 2013 roku w powiększonym składzie włóczyliśmy się po ukraińskich połoninach Świdowca. Było przepięknie... I od tamtej pory tęsknota za górami na Ukrainie regularnie do mnie powraca. 



Powrót platzkartą tam, gdzie ukraińskie Kvasy
otwierają swe wrota, by jako brudasy
włóczyć się po błogich połoninach,
w namiocie spać, nie wybrzydzać w winach…
Zachwytów moc, a bez wydania grubej kasy.



Tego lata coraz wyraźniej z mglistych zamiarów wyłaniały się konkretne kształty planów na ponowną podróż w tamte strony. Przygotowując się do wycieczki uświadomiłam sobie, że te wyśnione, wymarzone mityczne góry "po tamtej stronie", które tak dobrze widać z Halicza, to przecież... pasma dużo bliższe polskiej granicy niż Świdowiec! To w końcu są dalej Bieszczady, tylko ukraińskie. 


Tęsknota sprzed sześciu lat odżyła na nowo. ;)


ot, i ukraińskie Bieszczady.. czyż nie podobne do tych polskich? ;) 


niedziela, 27 sierpnia 2017

Zaskakujące piękno słowackich gór, czyli jak z ferrat wybrać się w Fatry




Było tak, że pierwotnie marzyły nam się sierpniowe ferraty. Ja miałam chęć na przepaści, łańcuchy i zapierające dech w piersiach ekspozycje. Orla Perć na dobre rozpaliła we mnie tęsknoty do wysokogórskich wycieczek... :)

Ostatecznie jednak ferraty zamieniliśmy na Fatry. ;) Niepoznane jak dotąd przez nas żelazne drogi jeszcze na nas poczekają, a w ten sierpniowy czas daliśmy się zaskoczyć górom słowackim.

Ach, co to były za zaskoczenia!...


słowackie pranie z okolic Wielkiej Fatry


droga dookoła Wielkiego Rozsutca, w tle Stoh

Wielki Rozsutec


sobota, 22 lipca 2017

Pokonanie legendy... czyli cała Orla Perć w jeden dzień (zupełnie niespodziewanie!)



wszystkie pięć stawów widoczne z Koziego Wierchu (kliknij i powiększ panoramę!)















 Pierwotnie to właśnie Kozi Wierch miał być naszym upragnionym celem...

obowiązkowa fotografia prania - nieco rozmazana w tle - w suszarni w Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich




Jeszcze pół godziny temu myślałam, że idąc od Zawratu po Krzyżne wcale nie przeszłyśmy całej Orlej Perci. Byłam przekonana, że ten owiany legendą (ponoć) najtrudniejszy szlak Tatr zaczyna się od Świnicy... Uparcie twierdziłam, że tylko według indywidualnej klasyfikacji Gosi pokonałyśmy w czwartek całą Orlą Perć. Rozmyślałam, że jak tylko uda mi się tego lata przejść odcinek Świnica-Zawrat to będę szczycić się "całą Orlą w jeden sezon".

Ku memu wielkiemu zaskoczeniu "indywidualna klasyfikacja Gosi" okazuje się jednak klasyfikacją ogólnie przyjętą... I Świnica wcale nie należy do Orlej Perci.

Zatem

przeszłyśmy całą Orlą Perć w jeden dzień!



tak, tak - to ta legendarna drabinka przed Kozią Przełęczą!


Skąd ta ekscytacja?
Czemu tak się tym chwalę? ;)

środa, 19 lipca 2017

Green Velo porady praktyczne

 

 Jak przygotować się do wyprawy rowerowej 

i o czym pamiętać w drodze?






Po przejechaniu rowerami 1222 km wzdłuż wschodniej i północnej granicy Polski wzbogaciliśmy się o doświadczenia - którymi chcę się z Wami podzielić. :)

Czy warto jechać Green Velo? Czy rowerowa wyprawa to dobry pomysł na wakacje? Wreszcie: jak spakować się na kilka tygodni do rowerowych sakw na bagażniku?...







wtorek, 9 maja 2017

Kobiety na Kostrzę!

Skoro na całą sobotę można wybrać się na męską wyprawę w dzicz... To czemu by nie wyruszyć na kobiecą wędrówkę po szlakach? - I tak zrodził się pomysł na sobotni babski wypad w góry. ;)


pranie i góral pod balkonem (?...) z babskiego wypadu w góry ;)

pranie, domek nad piaskownicą i mlecze!


Organizacja na szybko, w pośpiechu i trochę po łebkach. Z doskoku, spontanicznie.
Jak zwykle - trochę na ostatnią chwilę.







Było przepięknie!