Posty

Rycerzowa. Jesteśmy deszczem

Obraz
Po kilku dobrych godzinach wędrówki przez nieustannie deszczowy las, z kałużami w butach i z przemoczonym każdym elementem garderoby, w naszych głowach pojawiło się  nieśmiałe pytanie: "właściwie to... po co?...".
Po co tak moknąć? Po co wspinać się w górę po błotnistych strumieniach, żeby zaraz schodzić ostro w dół, tylko dlatego, aby po chwili z powrotem wędrować w górę? To wszystko w strugach deszczu i pośrodku niczego. W sercu zielonego, moknącego z nami lasu. Gdy chwilami przechodziłyśmy przez polany zamiast górskich widoków wokół roztaczała się nieprzebrana mgła.


W Bacówkce na Rycerzowej spotkaliśmy jeszcze kilku takich szaleńców, niektórych nawet gotowych dzieci zabrać ze sobą w środku tygodnia na deszczowe wycieczki po górach. ;)




Gdy z celu naszej pieszej tułaczki - Soblówka PKS - ruszyłyśmy w stronę cywilizacji powoli zaczynałam rozumieć: "po co". Jaskrawe i tandetne reklamy w zakorkowanym Żywcu już dawały do myślenia. Na stojącej w deszczu Zakopiance byłam …

Świnica. Jesteśmy mgłą

Obraz
Ciepło krakowskiego wieczoru zaskoczyło. Tramwaje głośno mknęły po torach, samochody rozświetlały czerwcowe ciemności. Ciepło miasta, trochę lepkie i betonowe. To zupełnie inne powietrze od tego w górach: rześkiego i mglistego.
Mgła była wszędzie. Otaczała z każdej strony. Wdzierała się we włosy, chłodziła ramiona, osiadała na powiekach.  Jakbyśmy wszyscy byli mgłą.




Kościelec trochę przypadkiem

Obraz
Tego lata bardzo chcę pochodzić po Tatrach ile można. Nadrobić tatrzańskie zaległości i pospełniać górskie marzenia.

Od czasu przejścia Orlej Perci te skaliste góry mocno siedzą mi w głowie...





Bieszczadzkie sentymenty

Obraz
Zapraszam na spacer po bieszczadzkich wspomnieniach... ;)


Bieszczady to było dla mnie coś więcej niż pasmo górskie.  Więcej niż piękne miejsca.
Bieszczady to pewien symbol. To esencja klimatu najbliższego mojemu sercu. To mieszanka piosenek SDM, tekstów Stachury i Harasymowicza, bieszczadzkich aniołów wśród traw połonin, Bazy Ludzi z Mgły, bezkresu łagodnych krajobrazów, przytulnych chatek bez prądu pośrodku niczego, wolnych artystycznych dusz, dzikich, odludnych miejsc, dźwięku harmonijki niosącego się w dal...
Jakoś na obecną chwilę dużo bardziej ciągnie mnie w Tatry, ale to właśnie od Bieszczad zaczęła się dla mnie ciekawość gór.

Włączcie sobie bieszczadzką playlistę (klik!) i ruszamy w podróż wspomnień  po połoninach i zapomnianych wioskach... ;)

Szlakiem kwitnących bzów

Obraz
Zarzucić na rowerowe bagażniki sakwy wypchane prowiantem i niemnącymi się ciuchami - i już jest lżej w głowie.

Jesteśmy w drodze, siłą własnych nóg i mechanizmu dwóch kółek.
Jest pięknie.



Pole woodstockowe... w maju

Obraz
Jadąc rowerem wzdłuż zachodniej granicy Polski (albo raczej: wschodniej granicy Niemiec ;) ) nie mogłam odpuścić sobie odwiedzenia okolic Kostrzyna nad Odrą. Już dawno ciekawiło mnie jak wygląda miejsce Przystanku Woodstock... bez Przystanku Woodstock. ;) 3 maja nadarzyła się ku temu doskonała okazja.





Tatry Zachodnie kwietniowe

Obraz
W ciągu dnia gwarna Dolina Kościeliska z wózkami pełnymi niemowlaków i "typowym wujkiem" krzyczącym po czyimś kichnięciu: Na zdrowie! wieczorem zupełnie pustoszała. Schronisko na Hali Ornak jakby wymarłe. Za oknem w nieprzebranej ciemności tatrzańskiej nocy raz po raz błyskała burza, na którą w napięciu oczekiwaliśmy cały dzień.

Tyle dobra, tyle piękna. Wędrówka tatrzańskimi szlakami pod koniec kwietnia w środku tygodnia to strzał w dziesiątkę. Pogoda nie dostosowywała się do pesymistycznych prognoz i całe trzy dni cieszyliśmy się cudownym słońcem i bezludnymi szlakami. 
Co to dużo pisać zresztą.. Spójrzcie tylko na zdjęcia:



Cypr w czterech aktach

Obraz
Zielony maj początkiem marca,  czyli jak pod pretekstem półmaratonu uciec od zimowej hibernacji ;)