Posty

Śnieg w kieszeniach

Obraz
Śnieg w butach.

Wiatr taki, jakby schodziła lawina. A my w niej.
Ostre igiełki lodu wbijające się w twarz z wielką siłą.

Niesamowita siła, potęga, nieujarzmienie Natury.
Czarny Staw Gąsienicowy jak zdobywanie zimowego K2.


Wieczorem, w południe i o świcie. Hala Gąsienicowa w tę i z powrotem przez nas wydeptana.
Piękny przełom stycznia i lutego.


Łowcy świtu

Obraz
Budzik o 2:30 nie cieszy.
Wychodzenie z ciepłego auta w nocne zimowe ciemności nie pociąga.
A potem - pusta, cicha, biała polana. Jeszcze noc. W kontraście do bieli śniegu głęboka czerń nieba. I rozsiane po całym nieboskłonie gwiazdy. Wyraźnie widoczny Wóz i Kasjopeja. Mnogość świecących punktów. Mistyka chwili.

Brniemy przez zimowy las. Niebo powoli nabiera kolorów. Coraz wyżej, coraz gorętsze barwy na horyzoncie.
Niebo płonie.




Styczniowy urbex na dystans

Obraz
Styczeń. Pora śmierci choinek. Krótkie dni, trochę śniegu, więcej błota. Szaro, zimno.

Wróci wiosna, baronowo!

Wczesna wiosna to doskonały czas na urbex (tutaj dowód).
Póki wiosny nie ma - na urbex można spojrzeć z dystansem.



Serra da Estrela

Obraz
Portugalskie góry gwieździste.

Wielki Wóz powoli wjeżdża za skaliste szczyty gór. Kasjopeja świeci przyjaźnie. Na wprost ciepłe światła Manteigas, nad głowami rozgwieżdżone niebo. Cichy, letni wieczór na tarasie, w samym sercu Serra de Estrela. Poszczekują psy. Raz po raz przez środek nieba spadają gwiazdy. Klimat podlewa biała sangria z plastikowej butelki. Klasycznie, Don Simon.

Listopadowe góry

Obraz
Lato było wyjątkowo długie i słoneczne.
Ostatni letni dzień poczuliśmy w niespodziewanie wolny poniedziałek. 12.11.2018. Dobra data na Beskid Śląski.
Padło na pętelkę przez Malinowską Skałę i Skrzyczne. Piękne panoramy i mnóstwo ludzi, głównie z psami. Chyba Skrzyczne to taki klasyczny cel psich spacerów w Beskidach.
Beskidy to nie Tatry. A środek listopada to już nie kolorowa jesień. Pagórki sinym fioletem nagich drzew pokryte. Jesienna feria barw minęła. Dni coraz krótsze. Wydłużają się ciemne wieczory. Bez presji. 
Skręcając w leśne ścieżki poczuliśmy lato. Ciepłe podmuchy powietrza. Koszulki z krótkim rękawem. Słoneczne zapachy. Blaski wśród ciągle zielonych liści. Ciepło nagrzanej ziemi.
A więc można, i w listopadzie, i w Beskidach. Usiąść w bladych trawach i patrzeć na chmury.


Październikowe Tatry

Obraz
Październik czaruje.  Góry jesienią nie mają sobie równych. 
Czerwone Wierchy z tamtym roku odczarowały groźne jesienne Tatry. Tym razem początkiem października zrobiliśmy taką traskę:

Kuźnice - Polana Kondratowa - Przełęcz pod Kopą Kondracką - Suche Czuby - Goryczkowa Czuba - Kasprowy Wierch - Hala Gąsienicowa - Murowaniec - Kuźnice

Pogoda dopisała. Szlak mnie zaskoczył - widokami, ekspozycją, ilością skałek do wspinania. Polecam. ;)


Francuskie "góry mylne"

Obraz
Niekończące się pasma szczytów, rozpływające się w dali w niebieskiej mgle. Góry aż za horyzont. 
Każde kolejne zdobywanie grani okazywało się tylko preludium do dalszej drogi.  Góry mylne - bo mamiły nas perspektywą szybszego dotarcia na szczyty. A ponieważ nasza mapa odpłynęła wartkim strumieniem górskim jeszcze przed zdobyciem trzytysięcznika dalszy ciąg naszych alpejskich wędrówek był zupełnie spontaniczny i instynktowny. 
Kiedy już zdobyłyśmy upragnioną grań ukazały się kolejne górskie pasma. A za nimi kolejne, i jeszcze następne... W dole iglaste lasy i miejscowości innej spośród narciarskich Trzech Dolin. Nowe dla nas perspektywy, odkrycia przestrzenne.
Grań chwilami przypominała tatrzański szlak między Kopą Kondracką a Kasprowym, chwilami było zupełnie jak na bieszczadzkich połoninach.
Niezmiennie pusto, słonecznie i bajkowo jesiennie.
Zapraszam w fotograficzną drogę:


Rzeki owiec i dzikie świnie

Obraz
Naszym sobotnim celem były góry srebrne, które podziwiałyśmy pierwszego dnia z Le Cochet.
Zaatakowałyśmy dwa szczyty. Za pierwszym razem wylądowałyśmy na słonecznym wylegiwaniu się w trawie, bo dalszą drogę przecięło nam głębokie urwisko. Na stadko owiec pod szczytem patrzyłyśmy więc z oddali. Drugi raz wpakowałyśmy się w taką stromiznę, że pozostało tylko zawrócić. Potężna biała skała którą widziałyśmy już z dołu z wyższej perspektywy robiła piorunujące wrażenie.

Mapa odpłynęła górskim strumieniem już dwa dni temu... Było więc bez osiągnięcia celów, ale ciekawie. Dzień bardziej na luzie. Słońce i złota jesień dopisywały w pełni.

Val Thorens i Col de Rosael - nasze alpejskie 3000 m n.p.m.!

Obraz
To było marzenie tej wycieczki. Cel, na którym nam zależało. Zdobyć te symboliczne trzy tysiące metrów nad poziomem morza...
Mapki z informacji turystycznej od Basi i Nica nie uwzględniały naszych zamierzeń. ;) Żaden zaznaczony pieszy szlak w okolicach Saint Martin de Belleville nie prowadził powyżej 2800 m n.p.m. Pozostawało nam więc dostać się jak najwyżej zgodnie ze szlakiem - i spróbować wejść.. jeszcze wyżej. ;) 

Le Cochet

Obraz
Uliczne latarnie gasły o północy. Saint Martin de Belleville zatapiało się w ciemnościach. Na niebie na dobre rozgaszczały się gwiazdy. Nocną ciszę rozpraszały dźwięki owczych dzwoneczków z okolicznych wzgórz.
Środek października i najpełniejszy czas złotej jesieni. Pełen słońca i odpoczynku tydzień we francuskich Alpach.
Cudowny przedsezonowy czas. Klimatyczne miejscowości o spójnej zabudowie zupełnie puste. Cicho i głucho. Bardzo lokalnie. Mogłyśmy sobie tylko wyobrażać, co się tutaj dzieje zimą, gdy jesiennie leniwe Saint Martin de Belleville zmienia się w królestwo narciarzy...
W ciągu tygodnia w październiku piesze ścieżki w Alpach zupełnie puste.


Pierwszego dnia ruszyłyśmy zdobyć Le Cochet. Ten zwalisty szczyt górujący nad Saint Martin de Belleville to był cel Gosi. Góra, którą widziała rok temu co dzień przez okno i już od jakiegoś czasu chciała ją zdobyć. 
Nie znałyśmy jeszcze imienia naszego celu ;) gdy w Saint Marcel dopytywałyśmy miejscowych, jak dostać się na "tamtą d…

Lac du Lou

Obraz
Kilka kadrów z niedzielnego popołudnia nad Jeziorem Wilczym.

Pożegnanie z francuskimi Alpami. Na spokojnie.


Jesienny poniedziałek w Lyonie

Obraz
Wracając z wędrówek po francuskim Alpach, zanim jeszcze dotarłyśmy na lotnisko im. Antoine de Saint-Exupéry, poszwędałyśmy się po słonecznym Lyonie. 




Zachwycające widoki ze Szpiglasowego Wierchu

Obraz
Czy jest miejsce, gdzie półlitrowa herbata z cytryną smakuje lepiej niż przy Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich w sierpniowy poranek?

Tuż przed wyruszeniem w wysokie góry. Chwila na odpoczynek, zebranie sił, solidne śniadanie, oddech dla oczu.



Wymarzone Rohacze

Obraz
O Rohaczach pierwszy raz usłyszałam w tamtym roku w "Piątce". Były to słowa ekscytacji ekspozycją "Orlej Perci Tatr Zachodnich". Pomyślałam wtedy: chcę tam iść!
Minął rok, nastał upalny sierpień. Ewa, niezawodna towarzyszka tatrzańskich wędrówek latem 2018, zdała się na mój plan - i ruszyłyśmy.





Rysy!

Obraz
Tego tatrzańskiego lata po Kościelcu i Świnicy przyszedł czas i na Rysy od polskiej strony. :)



Rycerzowa. Jesteśmy deszczem

Obraz
Po kilku dobrych godzinach wędrówki przez nieustannie deszczowy las, z kałużami w butach i z przemoczonym każdym elementem garderoby, w naszych głowach pojawiło się  nieśmiałe pytanie: "właściwie to... po co?...".
Po co tak moknąć? Po co wspinać się w górę po błotnistych strumieniach, żeby zaraz schodzić ostro w dół, tylko dlatego, aby po chwili z powrotem wędrować w górę? To wszystko w strugach deszczu i pośrodku niczego. W sercu zielonego, moknącego z nami lasu. Gdy chwilami przechodziłyśmy przez polany zamiast górskich widoków wokół roztaczała się nieprzebrana mgła.


W Bacówkce na Rycerzowej spotkaliśmy jeszcze kilku takich szaleńców, niektórych nawet gotowych dzieci zabrać ze sobą w środku tygodnia na deszczowe wycieczki po górach. ;)




Gdy z celu naszej pieszej tułaczki - Soblówka PKS - ruszyłyśmy w stronę cywilizacji powoli zaczynałam rozumieć: "po co". Jaskrawe i tandetne reklamy w zakorkowanym Żywcu już dawały do myślenia. Na stojącej w deszczu Zakopiance byłam …